[Rozmiar: 93768 bajtów]
Nowo¶ci w serwisie Zapoznaj się z najnowszym numerem Zapraszamy do zakupów Gdzie można spotkać się z nami O nas - Fundacja Historyczna Lotnictwa Polskiego Dane teleadresowe firmy
[Rozmiar: 39072 bajtów]
[Rozmiar: 66756 bajtów]
[Rozmiar: 347 bajtów]

Nowy magazyn lotniczy już w sprzedaży!

W sierpniu 2018 roku ukazał się numer dwudziesty siódmy naszego czasopisma. Oto fragment wstępniaka.

Już nigdy tak nie będzie
Tematyka filmowa zdominowała lato 2018 r. Nic dziwnego, bowiem na ekrany kin po wielu latach czekania wchodzą znienacka dwa filmy poświęcone Dywizjonowi 303. Ci, co mnie znają, wiedzą, że należę raczej do malkontentów, więc pozwolę sobie odrobinę pomarudzić.
„The Wings” – jeden z najsłynniejszych filmów w światowej kinematografii, w którym sceny lotnicze odgrywane był przy pomocy ogromnej liczby samolotów z okresu I wojny światowej stanowił kres dla wielu płatowców sprowadzonych do USA specjalnie dla tej produkcji. Po zakończeniu zdjęć do filmu samoloty zostały zniszczone. Producent i reżyser filmu, który za ten obraz otrzymał pierwszego Oscara w 1929 r., zadbał o to, by nikt więcej nie powtórzył ujęć lotniczych takich jakie udało się wykreować w tym filmie. A znał się na rzeczy, gdyż reżyser William Wellman, był członkiem słynnej amerykańskiej eskadry Lafayette w latach I wojny.
Pamiętam jak dziś jednego z najlepszych pilotów pokazowych i współtwórcę The Old Flying Machine Company – Marka Hannę, który na wspomnienie o kręceniu filmu „Bitwa o Anglię” westchnął, że takiej realizacji nie da się powtórzyć. Wszak i wtedy zebrano znaczną liczbę autentycznych samolotów grających Hurricane’y, Messerschmitty, Heinkle 111 i Spitfire’y. Cała sztuka obrazu skupiona była w rękach kamerzystów i montażystów, którzy mieli w czym przebierać, wyjmując najładniejsze sceny nakręcone wielkim trudem z pokładu samolotu platformy w powietrzu. Lotnicy robili co mogli, by obraz był atrakcyjny wizualnie.
Aż łezka się kręci w oku widząc te kilka autentycznych portugalskich Hurricane’ów grających samoloty polskiej jednostki myśliwskiej z okresu Bitwy o Anglię.
A obecnie? Obecnie nie ma tego problemu. Dywizjony Spitfire’ów i ich przeciwników generuje się komputerowo i – o zgrozo – ich zachowanie w powietrzu nijak się ma do prawdziwego latania samolotem obarczonym wieloma ograniczeniami. O wagonie amunicji, jaki za sobą musiałby ciągnąć strzelający nieprzerwanym ogniem przez kilka minut myśliwiec, uwikłany w dynamiczną walkę, podczas której pilot kilkakrotnie straciłby przytomność, nie wspomnę. Dlatego tak fascynujące jest obserwowanie zachowania się w powietrzu latających warbirdów, których piloci zmagają się nie tylko z delikatną konstrukcją, ograniczeniami eksploatacyjnymi, ale i z własną słabością. Jak bowiem zaprezentować się z jak najlepszej strony mając z tyłu głowy ostrzeżenie, że samolot ma ponad 60 lat i pewnych rzeczy już staruszkowi wykonywać nie uchodzi.
A jednak na początku XXI wieku zdarza się dostrzec na niebie większe formacje samolotów, których dźwięk zupełnie nie przypomina ryku silników odrzutowych. Wtedy warto zatrzymać się na chwilę i skierować wzrok ku górze z zadumą: Czy aby na pewno już nigdy tak nie będzie?

Ten oraz inne materiały dotyczące lotniczej historii można znaleĽć w bież±cym numerze "Gapy"